Grupy >> Sztuki plastyczne >> Forum >> Wartość rynkowa a emocje
Autor Wypowiedź
Brytyjskie radio zorganizowało konkurs "So You Want To Be A Scientist?" W ramach tego konkursu uczestnik zadaje pytanie, na które on wraz z grupą mentorów starają się znaleźć odpowiedź.

Dara Djavan Khoshdel zadał pytanie: Czy można przewidzieć finansową wartość obrazu przez mierzenie reakcji emocjonalnej na jego widok?

W wyniku eksperymentu, który zotał opisany tutaj:

http://www.bbc.co.uk/news/science-environment-18527147

okazało się, że nie ma znaczącego powiązania między wartością rynkową obrazu a reakcjami emocjonalnymi oglądających.

Zapewne można to interpretować na wiele sposobów. Ciekawe, co Wy na ten temat sądzicie? Również ciekawe jest pytanie, czy sądzicie, że takie same wyniki dotyczą poezji czy prozy?

03 sierpnia 2012, 06:25:45
Alx, wrzuć to do grupy Teoria Sztuki, a może odgrzejemy temat redefiniowania sztuki (teoria hazardowa). Miała mi w tym sekundować Ninette

03 sierpnia 2012, 06:41:21
Wrzuciłem już tutaj :(, a nie mogę usunąć :((

03 sierpnia 2012, 07:00:00
Fajną rzecz wyciągnąłeś, Alx. Śrubowanie cen/ wartości ubezpieczenia dzieł sztuki można by skwitować taką żartobliwą półprawdą: największą kasę robi się na ludzkiej głupocie i próżności;). Oczywiście można się było spodziewać, iż natężenie emocji (mierzone w eksperymencie ilością wydzielonego potu) u oglądających nie wpływa na wartość rynkową obrazu. A to dlatego chociażby, że to co dla jednego ma estetyczną wartość i generuje wydzieliny, dla drugiego tej wartości mieć nie musi. Klasyczny przykład: kosztowne kubistyczne obrazy Picassa dla X są piękne i kręcą go, a dla Y nie, bo to jakieś koła, figury geometryczne, które byle dziecko naskrobie. Y natomiast cieszy oko równie kosztowymi dziełami, ale już "poprawnego estetycznie" baroku.
A jeszcze z innej strony patrząc, emocje, które co do zasady są przecież raczej krótkotrwałe, niestabilne nie mogą dobrze korelować z wartością dzieła, ceną, która raczej jest constans - stąd też obrazy stanowią dobrą długoterminową lokatę kapitału.
Teraz pytanie, czy poziom emocji ma jakieś przełożenie na wartość rynkową literatury?
Milioner, który jak magnes przyciąga te wszystkie dzieła sztuki, raczej nie wyłoży tak dużej kasy na tom literatury. Przecież nie powiesi go, tej książeczki na ścianie swego salonu, by inni bogaci snobowie na jego widok mogli toczyć wydzielinę i np. zazdrościć;))
Poza tym inna jest recepcja obrazu, a inna książki. Czytanie ze zrozumieniem wymaga większego wysiłku intelektualnego niż oglądanie obrazu;)

03 sierpnia 2012, 08:25:18
Mógłby wyłożyć pieniądze na pokrycie kosztów wydania tomu literatury w zamian za stosowną o tym adnotację opatrzoną logo jego firmy, tak jak się zaznacza np. "wydano dzięki pomocy finansowej miasta Buska-Zdroju". Niestety, literaci z reguły gardzą tego typu cyrografami, a pewien znany pisarz i poeta młodego pokolenia wręcz wyśmiewa to w co drugim wywiadzie, którego udziela:(

03 sierpnia 2012, 08:37:05
Panie Maćku, wydać a i owszem. Mówimy wtedy o kwocie, powiedzmy kilku tysięcy złotych (minimum). Niewielka to wartość rynkowa.
Promocja darczyńcy w zamian za wydanie publikacji to jednak coraz częściej normalna praktyka. Że tylko przytoczę fakt, iż szereg publikacji różnotematycznych wydaje się z dofinansowaniem środków UE, oznakowanych formułkami i ologowanych. Najczęściej jednak muszą one być dystrybuowane wśród odbiorców nieodpłatnie, żeby mieć efekt społecznie użyteczny :/....

03 sierpnia 2012, 09:07:54
Aby odpowiedzieć na to pytanie, (czy istnieje powiązania między wartością rynkową wiersza/dzieła literackiego) a reakcjami emocjonalnymi oglądających) należałoby najpierw zdefiniować jego bardzo niejasną "wartość rynkową".

Ta jest nieporównywalna z wartością jednorazowego dzieła plastycznego (obraz, rzeźba), przynajmniej nie w sensie zapłaty za pojedyncze dzieło, bylibysmy bliżej, porównując ilość zakupionych kopii (sygnowane i niesygnowane egzemplarze grafiki lub ilość reprodukcji - słynne dzieła doczekały się zapewne wielu milionów) z ilością egzemplarzy (włączając oczywiście tłumaczenia na inne języki) wydanych książek.
W tym wypadku może się okazać, że np. Mona Liza stoi w rankingu podobnie wysoko jak książki S.Kinga, i że nijak nie da się z tego wydedukować uniwersalnego wzorca "wartości".

Mówmy jednak tylko o dziełach współczesnych, bo element czasu w istotny sposób wpływa na wartość dzieła, które mu się oparło.

Wartość oryginału obrazu żyjącego mistrza (uznanego za mistrza) bywa niebotyczna i nakręcana jest przez krytykę, a autor ma szansę skasować całkiem sporo, chociaż zapewne większość zysku idzie do kieszeni zręcznych pośredników i organizatorów aukcji; wobec niej najczęściej czytany wiersz na świecie (no własnie, ciekawe, który) przyniósł autorowi zapewne nędzne grosze.

To są rzeczy nieporównywalne. Nikt nie kupi "najlepszego wiersza na świecie" za kilka milionów. Ale pozostaje bardzo ważny aspekt, popularność dzieła. To są kopie obrazów, które najczęściej znajdują się w mieszkaniach i jest to ilość zakupionych tomików autora, a w zasadzie dzisiaj ilość "czytań" i dzikich powielań na wszystkich możliwych portalach i przy róznych okazjach. I ta mierzy się jak najbardziej wartością emocjonalną dzieła sztuki.



03 sierpnia 2012, 10:31:59
To ciekawy temat, ceteris paribus.

03 sierpnia 2012, 10:51:19
Wartość dzieła sztuki naprawdę nie jest uznaniowa; ona jest rzeczywista, tylko ogromna wiekszość ludzi tego nie rozumie, a płaci się za to co jak mówi pani Małgorzata jest unikalne, niepowtarzalne. Dziwię się panom, ze w ogóle rozważają taką prostą sprawę. A z dziełem sztuki nie jest tak, że dla jednych jest dobre, a dla innych złe. Jest zawsze takie samo. Trzeba to tylko umieć rozpoznać, a to trudniejsze niż przeczytanie wiersza.

03 sierpnia 2012, 13:42:34
pojęcie "dzieło sztuki" zostało wymyślone przez handlarzy "sztuką" i jego wartość nie zależy od jakichś tam emocji tylko od układów wpływowych manipulatorów tym rynkiem. Sztuka nie ma z tym nic wspólnego.Sztuka nie ma wartości, bo nie można wycenić czegoś czego fizycznie nie ma.

03 sierpnia 2012, 19:23:24
Niedouczonyś m i r o n t e tyle tylko mogę powiedzieć na te bzdurę

03 sierpnia 2012, 21:42:13
nie, no ugodziła mnie pani w same jaja)))))))))

03 sierpnia 2012, 22:30:19
Wando, proszę Cię.

Odnieśmy się do poezji, bo faktycznie jej "nie ma". Zaistnieje dopiero w momencie pojęcia względnie wytworzenia nowych skojarzeń między słowami.

Wyobraźmy sobie ostatnie odkrycie wyprawy do Patagonii: zapomnianego przedstawiciela dziwnej kultury, jakimś cudem jego plemię przetrwało w bezkresnej pampie, jest bezpotomny a z chwilą śmierci jego rodziców zginęli ostatni ludzie, mówiący jego językiem. To bardzo skomplikowany język, skladający się z trzech części: telepatyczny przekaz obrazu, artykulacja podkreślająca jedynie emocję oraz czysto estetyczne ozdobniki, polegajace na układaniu zmiennej liczby małych okrągłych kamieni, wg. codu: duęe emocje kontrapunktowane są dla harmonii przez małą ilość kamyków i odwrotnie.

Człowiek ten, niesłychanie wrażliwy na emocje innych ludzi oraz wszelkie duchy natury, rozumiejący mowę zwierząt, ma przez to wzmożoną percepcję świata a w dodatku dużą wrażliwośc na piękno. Urodził się poetą, tj. te cechy zostały przyprawione koniecznością wyrażania się i próby przekazu. Jednak z oczywistych przyczyn, po smierci ostatniego członka rodu, nikt już nigdy nie "odczyta" jego układanych na piasku wierszy, a przez "cywilizowanych" będzie traktowany jak dzikus. Nawet, jeśłi z trudem nauczy się wreszcie ich języka, nigdy nie uda mu się w nim wyrazić jego o wiele bardziej skomplikowanej percepcji.
Moim zdaniem poezja jako "rzecz" nie istnieje, zaczyna żyć dzięki dwóm duchom: duchowi twórcy i odbiorcy. Najlepiej, jeśli ilośc fluidu z obu "tchnień" jest w boskiej równowadze.
Bez odbioru poezja jest muszym śladem na kartce czy szybie, ciągiem znaków na pulsującym do utraty prądu komputerze.

03 sierpnia 2012, 22:35:28
Małgorzato, w dużej części się z tobą zgadzam. moje wątpliwości dotyczą kwestii relacji twórca - odbiorca. w moim odczuciu taki podział jest nieporozumieniem. odbiorca jest dla twórcy bytem wyobrażonym i odwrotnie. twórca i odbiorca to w istocie jeden "duch". twórca/odbiorca nie jest w stanie niczego stworzyć,zrozumieć. jest/staje się "przekaźnikiem" "boskiego tchnienia" jeżeli chcesz to tak nazywać. odbiór jest niemożliwy ponieważ, żeby odebrać komunikat trzeba go rozumieć a jak rozumieć coś co jest nieuchwytne, zmienne, nie poddające się jakiejkolwiek racjonalizacji?

w moim odczuciu odbiór, rozumienie komunikatu nie jest możliwe

04 sierpnia 2012, 17:32:47
Musisz być zalogowany, aby móc pisać na forum. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się